Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 235 713 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Archiwum

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 243629

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl

Kategorie

Zapraszam na Blog Forum Gdańsk 2012

czwartek, 27 września 2012 16:00

film


Podziel się
oceń
73
2

komentarze (111) | dodaj komentarz

Żyć po swojemu

poniedziałek, 30 lipca 2012 9:02

Piękne słońce, wysoka temperatura, przyroda w największym rozkwicie a my? My jakby bardziej radośni, zrelaksowani, zajęci sobą, ach... i żeby tak było cały rok!

Nie, nie mam złudzeń. Długo tak miło nie będzie... Skończy się lato, skończą się wakacje. Parlamentarne również. I wrócą nierozwiązane sprawy takie jak wyrzucone z porządku dziennego obrad sejmu związki partnerskie. A co one mają do wakacyjnych nastrojów? Moim zdaniem sporo. Postaram się to wyjaśnić. Kiedy człowiek nie ma stresów, obowiązków, bo ma wymarzony urlop, na dodatek jest ciepło i słonecznie, życie nabiera innego wymiaru. Wraz z poziomem endorfiny wzrasta poziom zadowolenia i tolerancji. Nagle nie interesuje nas wredny szef czy kolega, który awans próbuje sprzątnąć nam sprzed nosa. A już z pewnością nie interesuje nas, co robią i jak żyją w sąsiedniej klatce dwaj panowie (mogą to być dwie panie - jak kto woli).


Ci dwaj panowie, nawet całkiem sympatyczni, są pewnie parą. No i co z tego. W końcu to ich prywatna sprawa. Nigdy nie robią awantur, zawsze grzecznie się kłaniają i jak trzeba to pomogą pani Zosi z trzeciego piętra wnieść zakupy. Idealni sąsiedzi. I przykładni obywatele - obaj pracują, jeżdżą niezłymi samochodami, więc pewnie dużo zarabiają. Podatki w takim razie też płacą wysokie.


Niech tylko jednak skończy się sielanka, zacznie być chłodniej, zacznie lać. Niech tylko zaczną się obowiązki. Niech tylko powróci dyskusja na temat regulacji prawnych dla związków partnerskich. Błyskawiczna metamorfoza. Nagle dwaj panowie to "pedały"( analogicznie panie to "lesby”), zboczeńcy nawet, obywatele drugiej kategorii, którym za żadne skarby nie dajemy żadnych praw przysługujących w konstytucji "porządnym obywatelom". Nagle uzurpujemy sobie prawo do narzucania swojej wizji świata i sposobu życia innym. Tolerancja? Tylko wobec nas samych! Bo na tyle pozwala nam podły nastrój związany ze spadkiem hormonów szczęścia? Czy to może małostkowość, skrajna głupota a może kompleksy, które musimy leczyć dokuczając ludziom mającym odwagę żyć po swojemu? Chyba wszystkiego po trochu.


A politycy? Politycy to tacy sami ludzie. Mają - o chwileczkę, trochę się zapomniałam! Mamy(!) zakorzenione i ugruntowane poglądy. Lepsze i gorsze dni. I mamy też swój elektorat, któremu niektórzy z nas muszą się specjalnie przypodobać wygadując kosmiczne brednie. Ostatnio pewna pani poseł nonszalancko odpowiedziała młodemu człowiekowi, rozczarowanemu wynikiem głosowania nad projektami ustaw o związkach partnerskich: "Pana wyjazd z naszej Ojczyzny nie będzie dla niej dużą stratą".


Ale czy oczekiwania elektoratu zwalniają polityków ze zdrowego rozsądku? Niektórych jak widać owszem. O nie, nie zakończę tak pesymistycznie! Na szczęście wielu polityków, to ludzie mądrzy, którzy pracują dla innych i chcą stanowić takie prawo, które przede wszystkim nie przeszkadza godnie żyć obywatelom naszego kraju. Mam nadzieję, że teraz też tak się stanie. Widocznie potrzebujemy trochę czasu żeby znaleźć konsensus, ja w to wierzę. Z pewnością jednak, jako społeczeństwo musimy się cały czas uczyć wzajemnego szacunku do odmienności, ale przede wszystkim poszanowania prawa do przejścia przez życie po swojemu. Nie tylko wtedy, kiedy świeci słońce i jest nam dobrze!



Podziel się
oceń
25
2

komentarze (32) | dodaj komentarz

Siedzisz w więzieniu? Oddaj mi szpik albo nawet nerkę.

środa, 04 stycznia 2012 11:20

 

Przeglądając otrzymane wiadomości na fb natknęłam się na taką, która wprawiła mnie w kompletne osłupienie. Kiedy skończyłam czytać byłam zszokowana. I oburzona. Nadal jestem kiedy tylko o tym pomyślę. Jednak mam niejasne wrażenie, że znajdzie się spora grupa ludzi, która uzna treść wiadomości za fantastyczny pomysł. No dobrze, dobrze. Czas najwyższy na to, żebym w końcu ujawniła co mnie tak poruszyło.

Młody mężczyzna (załóżmy że August) zwrócił się do mnie ponieważ byłam sportowcem, jestem rozpoznawalna (a to w forsowaniu pewnych pomysłów ponoć ma znaczenie), ale przede wszystkim jestem politykiem. Skoro jestem częścią władzy ustawodawczej, rzeczony pan stwierdził, że powinnam jak najszybciej wyjść z projektem ustawy. No nic dziwnego, prawda? Obywatel znający swoje prawa i na dodatek orientujący się w życiu publicznym (wiedział na czym polega praca posła). Duży plus. Projekt ustawy powinnam skierować do Ministerstwa Zdrowia i to koniecznie! Do Ministerstwa Sprawiedliwości również. Pomysł ustawy dla tego człowieka był tak prosty i oczywisty, że wyraził nawet pewne zdumienie, że jeszcze nikt na to nie wpadł. Otóż niestety wpadł! I nie były to najchlubniejsze występki w historii dziejów ludzkości. Ale o tym za chwilę. Uwaga, teraz przechodzę do sedna (uff, wreszcie). Ten „wspaniały” pomysł na nową ustawę dotyczył ludzi chorych i... więźniów. Rzecz nader prosta. Każdy więzień miałby trafić do Rejestru Dawców Szpiku i w przypadku zgodności antygenów HLA obligatoryjnie pobieranoby od niego szpik. Proste i logiczne. Uzasadnienie (każdy projekt ustawy takowe posiadać musi, więc w przypadku pomysłu Augusta też się znalazło) : " Więzień jako ktoś, nad kim "opiekę " stanowi państwo, w moim mniemaniu, do państwa należy". Dalej August argumentował "skazani powinni robić najwięcej na rzecz wolnych obywateli(...)
Sam mam nowotwór za sobą. Poznałem wiele osób, które czekały na przeszczep. Paru osobom z tego grona się nie udało. Można do sprawy podejść z gospodarczego punktu widzenia. Ktoś po przeszczepie płaci podatki i płaci na system emerytalny. Więźniowie zaś są studnią bez dna."

Pierwsze, co udało mi się z siebie wydusić to "brawo"!  Oczywiście natychmiast odpisałam, chociaż jestem pewna, że żaden mój argument nie miał dla Augusta żadnego znaczenia.
Ale po kolei. Rzecz pierwsza i najważniejsza w cywilizowanym, wolnym kraju - Konstytucja. I od razu odwołam się do artykułu 31 pkt 2. Każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych. Nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje.
Od razu należy przeczytać pkt 3, który odnosi się do ograniczeń z korzystania praw konstytucyjnych ze względu na dobro i bezpieczeństwo ogółu. Jednak jak mówi Konstytucja, ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw. Kolejnym elementem jest prawo karne, które nie przewiduje żadnych bardziej restrykcyjnych kar poza karą pozbawienia wolności. Odosobnienie jest najdotkliwszą karą za poczynione przestępstwa. Aspekt prawny, którego autor pomysłu nie wziął pod uwagę to rzecz jedna. Moralność, etyka i w końcu szeroko pojęty humanitaryzm to rzecz druga.

Do głowy nie wpadłby mi pomysł, żeby żądać od kogokolwiek oddania nawet krwi. To dobra wola drugiego człowieka. Rozważając temat samego przeszczepu szpiku mam dylemat moralny, bo przecież jest to zabieg prosty, nie obarczający dawcy zbytnim ryzykiem. Ale patrząc wstecz, przychodzą mi do głowy dużo straszniejsze pomysły! Jeśli pobranie szpiku nie jest niebezpieczne i nie zmienia jakości życia dawcy, co w przypadku więźniów nie ma w ogóle znaczenia dla Augusta, bo są oni własnością państwa, to od razu mogę zakładać, że ludzie oczekujący na dawcę nerki też chcieliby mieć prawo do takowej pobranej od więźnia, który bez nerki spokojnie może funkcjonować.

W tym miejscu kilka faktów. Tylko w Europie na nerkę czeka ponad 40 tys. ludzi. Czarny rynek handlu narządami kwitnie. Podaje się, że to bardziej dochodowy biznes niż narkotyki. Turystyka przeszczepowa istnieje na całym świecie. Najpopularniejszym miejscem są Filipiny. Tam tak, jak w innych rejonach świata, nerki sprzedają najbiedniejsi. W zależności od kraju nerka może kosztować od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy euro lub dolarów. Oczywiście najmniej dostaje dawca. Od tysiąca dolarów na Filipinach, przez 3 tysiące dolarów w Mołdawii, 10 tys. w Ameryce Łacińskiej. Najdroższe nerki mają dawcy w USA, mogą dostać nawet 50 tys. dolarów. Idąc tropem wykorzystywania więźniów, można zakładać ogromne ułatwienie w pozyskiwaniu nerek. I szanse na nerkę miałby również człowiek, którego nie stać na kupienie potrzebnego organu. Ilu ludzi mogłoby zostać uleczonych!

Ale co jeśli zasoby więźniów pewnego dnia by się skończyły? Bo przecież nie każdy może zostać dawcą. Czy za kratki trafialiby ludzie, wcześniej sprawdzeni pod względem zgodności genetycznej, szybko osądzeni i skazani na podstawie sfałszowanych dowodów, bo ktoś miał wystarczająco dużo władzy i możliwości? To jest kosmiczne science fiction. Historia jednak uczy, że gorsze rzeczy my ludzie potrafiliśmy zrobić. Daleko nie trzeba szukać. Oświęcim, Ravensbruck... Obozy koncentracyjne, w których lekarze przeprowadzali doświadczenia na więźniach każdego dnia. Więzień był ich własnością, więc służył jako materiał doświadczalny. Jestem przekonana o tym, że gdyby w tamtym czasie było zapotrzebowanie na narządy do przeszczepów, obozy byłyby ich niewyczerpalnym źródłem. Musieliby jednak lepiej dbać o więźniów, bo narząd nadający się do przeszczepu musi być zdrowy i dobrze ukrwiony. Najgorsze, że w tym procederze uczestniczyli lekarze, których zadaniem było ratowanie każdego życia a nie jego pozbawianie .

I tu całkiem aktualna, ponura ciekawostka poparta badaniami - ok 30 procent lekarzy uczestniczących lub bezpośrednio pobierających narządy do przeszczepu jest przekonanych o tym, że uśmiercili człowieka, który miał szanse wrócić do zdrowia. Celowo nie napisałam do "życia ", bo narządy pobiera się od umierającego, a nie martwego. Ale to zupełnie inne zagadnienie.

Wracam do Augusta i jego pomysłu na ustawowe pobieranie szpiku od więźniów. Jestem przekonana, że umożliwienie prawne takiego działania pociągnęłoby za sobą straszne następstwa. Do dziś zbyt wielu wysoko postawionych, wykształconych uważa, że więzień to gorszej jakości człowiek i można z nim robić wszystko. Najlepszy przykład? CIA i to, co żołnierze tam wyprawiali testując na więźniach rożne techniki tortur. Zaraz usłyszę, że nie mogę porównywać zwyrodnialca, mordercy, pedofila do ludzi więzionych w czasie wojny. Że nie można tą samą miarą oceniać kobiety, która zabiła męża, bo była przez lata przez niego maltretowana czy terrorysty, który zabił setki niewinnych ludzi. Przecież tego nie robię. Każde przestępstwo ma inną wagę, więc wymiar sprawiedliwości przewiduje rożne kary. I nie wyobrażam sobie takiego wyroku sądu, np.: „za kradzież  z rozbojem, sąd skazuje takiego a takiego na karę pozbawienia wolności na okres siedmiu lat oraz oddanie jednej nerki. Kara ma zadośćuczynić za popełnione czyny wolnym obywatelom" lub  „za kradzież roweru sąsiadowi, sąd skazuje na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Zasądza grzywnę w wysokości 1000 zł oraz oddanie szpiku potrzebującemu obywatelowi."

Rozumiem, że dla ratowania swojego zdrowia i życia niektórzy są gotowi zrobić wszystko. Tylko, że ja się z tym nie zgadzam. Nie zgadzam się na to, byśmy zapominali o prawie do godnego życia każdej istoty. Nie zgadzam się na brak szacunku dla wolności wyboru. Jeśli ktoś popełnił błąd, ponosi karę uznaną za wystarczającą. Być może kiedyś się zmieni. Być może będzie miał szansę coś dobrego kiedyś zrobić, być może nawet oddać szpik czy nerkę. Ale niech to będzie jego dobra i wolna wola.


p.s.
Carl Clauberg, Harst Schuman, Johann Paul Kremer, Josef Mengele, August Hirst - to nie wszyscy lekarze, którzy przeprowadzali doświadczenia na więźniach w obozach. Ale to po ostatnim z wyżej wymienionych,  na potrzeby tego tekstu autor „pomysłu” na ustawę, dostał ode mnie imię August.


Podziel się
oceń
12
1

komentarze (186) | dodaj komentarz

Nieustanna walka o życie

wtorek, 03 stycznia 2012 0:11

 

Rozpoczął się nowy rok. Zmieniła się data a czy zmieni się coś jeszcze? Owszem. Zmieni się prawie wszystko bo taki jest Wszechświat. A co się nie zmieni? No na przykład to, że druga niedziela roku kolejny raz stanie się Wielkim Dniem Pomagania lub Wielkim Dniem Wielkich Serc - jak kto woli. Zagra XX finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Akcja o niesamowitej sile rażenia. W szpitalach całej Polski można znaleźć najnowocześniejsze urządzenia z naklejonym czerwonym serduszkiem WOŚP pomagające ratować życie. To oczywiście tylko jeden z przykładów poruszenia serc wszystkich - no prawie wszystkich - Polaków. Są ludzie, którzy nie lubią czy to Jurka Owsiaka czy to takich akcji w ogóle. Są ludzie, którzy nie czują potrzeby uczestniczenia w masowej manifestacji pt. "też jestem dobry i pomagam", chociaż pomagają innym po swojemu. Są też ludzie, którzy nie pomagają nikomu. Nigdy. Mają prawo. I być może to właśnie ta grupa ludzi, ma najsilniej zakorzeniony instynkt przetrwania, nierozerwalnie połączony z przekazywaniem najsilniejszych genów. Bo wcale nie chcę pisać o WOŚP (uważam, że jest wspaniała!).


Człowiek jest najdziwniejszą istotą na Ziemi. Z jednej strony wspaniałą, wrażliwą z drugiej zaś, najpodlejszą bo z premedytacją wykorzystującą swoje możliwości do zadawania wszelkiego rodzaju bólu i niszczenia wszystkiego wokół siebie. Ale wrócę do pomagania. W świecie zwierząt możemy zaobserwować społeczną solidarność i wzajemną odpowiedzialność. Ból po utracie potomstwa, pomoc w sytuacji zagrożenia życia czy nawet tak skomplikowane uczucia jak empatia nie są zarezerwowane tylko dla gatunku ludzkiego. Ale tylko człowiek potrafi w sposób przemyślany i skuteczny, stworzyć narzędzia niezbędne do ratowania przypadków niegdyś beznadziejnych, nie mających szans na samodzielne przetrwanie. Słabe jednostki w świecie przyrody giną. Silne mają przetrwać bo ich zadaniem jest przedłużenie gatunku. Najlepiej jeśli za pomocą najlepszych genów. Człowiek to zmienił.


I trudno się nie zgodzić z profesorem Jerzym Vetulanim, który mówi: " Wyrwaliśmy się spod "klasycznego" doboru naturalnego, który preferował osobniki zdrowe, silne, agresywne itd. Tę zdrową preferencję wyeliminowaliśmy odsuwając niebezpieczeństwo śmierci u osób cierpiących na nieuleczalnie choroby. Najprostszymi przykładami są cukrzyca albo astma: osoby nimi dotknięte mogą obecnie żyć i reprodukować się, a to przecież z punktu widzenia ewolucyjnego oznacza pogorszenie puli ludzkich genów. (...) Mówiąc minimalistycznie - będzie, co będzie. Jeżeli nic się nie zmieni, społeczeństwo przyszłości będzie długowieczne, ale schorowane i niewiele mądrzejsze od naszego (podobnie jak i my nie jesteśmy chyba mądrzejsi od starożytnych Greków). "


W tym miejscu przerwę cytat profesora. Jestem przykładem człowieka żyjącego z wspomnianą astmą. Dzięki postępowi medycyny i determinacji mamy wyszłam z tego. To jeszcze nie wszystko. Dzięki tacie miałam mnóstwo fantastycznej terapii sportem. W wieku lat 19 zdobyłam pierwszy tytuł mistrzyni świata. Jestem silną jednostką pomimo początkowych problemów ze zdrowiem. Mało tego zostałam matką zdrowego chłopca. Syn nie odziedziczył astmy. Wygląda na to, że moje geny nie są takie złe. Więc nie powinnam się tak szybko i lekkomyślnie z profesorem zgadzać. A jednak. Zgadzam się co do zasady. Dlaczego? Bo trochę dalej profesor mówi: "(...) Być może jednak postęp medycyny doprowadzi do powstania społeczeństwa zdrowego. Z jednej strony, będziemy to zawdzięczać rozwojowi techniki: nanotechnologia może wejść do wnętrza naszego organizmu. Być może w naszych tętnicach będą pływały mikro-łodzie podwodne wycinające złogi cholesterolu i łatające śródbłonek.(...)".


Polecam przeczytanie całej książki "Piękno Neurobiologii" Jerzego Vetulaniego!


Już sobie wyobrażam te mikro-łodzie! I pewnie sporo by było tych z serduszkiem WOŚP :-).


I właśnie nasza umiejętność wykorzystania takich uczuć jak empatia, współczucie w połączeniu ze zdobyczami nauki pozwala nam, ludziom patrzeć w przyszłość ze sporym optymizmem (nawet pomimo protestu lekarzy, którzy nie chcą wypełniać recept według najnowszego rozporządzenia Ministerstwa Zdrowia). Każde życie warte jest podjęcia wysiłku walki o nie. Pomagajmy więc jeśli możemy! Przeludnieniem będziemy się martwić innym razem:-).



Podziel się
oceń
6
1

komentarze (117) | dodaj komentarz

poniedziałek, 27 marca 2017

Licznik odwiedzin:  243 629  

Głosuj na bloog






zobacz wyniki